W moich związkach jest zawsze tak,

że dostaję jedną kartę za dużo,

dlatego zawsze muszę ją rzucić,

bo gra musi się toczyć dalej.


Jest troje graczy: 

– wiecznie głęboki smak tłustawej kawy

–  jasny i całkiem przyjemy obraz wiszący w przedpokoju

– tkanka mózgowa z umysłem na wywarze z ćwiartki rozumu


Zapach gra role scenerii;

w kółko przeplatane wonie żółtych kartek bibliotecznej książki,

starego, skręconego, odnalezionego przypadkiem papierosa

i zapachu perfum, który niby jest ten sam,

ale za każdym razem podejrzanie inaczej pachnie.


Moje ciało się myli, rozum nigdy,

dlatego strzela z pukawki do przypadkowych ofiar,

a następnie powoli zabija jednostkę złym lekiem,

wiarygodnie podanym przez półkłamstwo,

silnej woli – instynktu walki.


Nie mogę doczekać się kiedy przegram i krzyknę:

To był najprawdziwszy blef!

To przez gęstą krew!

Wiara to pech!

To było złe!

Dlatego kula w łeb!

Bo tak chce!

Znów być tylko tłem!

Zamienić się w tlen

i odlecieć se…

Dodaj komentarz