nauczyciele

Strajk nauczycieli…

Moja mama jest nauczycielką, moja przyjaciółka jest nauczycielką z powołania, utrzymuję kontakt z nauczycielami…

Coś Wam tylko opowiem.

Byłem uczniem – byłem jaki byłem. Fakt, zalewałem szkołę. Zalewałem ją, bo chciałem uzyskać możliwie jak najwyższy poziom w tym czym się zajmowałem – marzył mi się poziom światowy.

Podczas szkoły już pracowałem – np. dla szkoły. Wybrałem swój kierunek jako swoją drogę na przyszłość i byłem dobry w tym co robiłem. Nauczyciele z przedmiotów zawodowych dawali mi szóstki za prace, które wykonywałem poza szkołą.

Miałem wychowawczynię – nauczycielkę matematyki. Moją dalszą drogę przypieczętowała faktem: “Niektórzy na dwójkę pracują cały rok, a Ty chcesz raz kiedyś przyjść i zdać”. Miałem kilka planów na studia: kognitywistyka, psychologia, filozofia albo ewentualnie j. Polski. W tym się czuję, w tym jestem oczytany i chciałem iść do szkoły, żeby to zgłębiać.

Moja wychowawczyni nigdy nie chciała poznać mojego świata, kiedy każdy mój kolejny krok był niczym praca doktorska na drodze bez granic.

Rok 2012. Ostatni rok szkoły.

Teraz jest mi cholernie przykro z tego powodu, że moje ukierunkowane życie zostało przekreślone jakimś banalnym argumentem.

Ostatecznie żeby skończyć szkołę uczyłem się jakieś 2 lub 3 godziny. Co z tego skoro odcięto mi drogę do dalszego rozwoju, społeczności naukowej i spełniania się przez wychowawczynię, która nie chciała mnie zrozumieć.

Życzę nauczycielom zawsze jak najlepiej, ale zamiast się za Wami wstawiać tylko Was pocieszę – jak pracowałem w Londynie w swojej profesji to też nie dostałem podwyżki. I tyle na temat.

Pozdrawiam

Souler